Mieszkam z psem

Z psem w mieście, w podróży, w życiu

Beskid Mały

Jak zagospodarować trzy dni wolnego w połowie września? Jedźmy w góry. W końcu nigdy nie byliśmy z psem w górach, a planowaliśmy taką wyprawę od dawna. Krótki urlop oraz brak pewności co do naszej formy pozwoliły szybko sprecyzować kryteria – niezbyt wysoko, blisko cywilizacji, z dużą ilością pozytywnych opinii niedzielnych spacerowiczów. Beskid Mały wydał się wyborem idealnym.

Trasa Bielsko-Biała, Lipnik, pętla – Bielsko-Biała, Stalownik w serwisie mapa-turystyczna.pl

Beskid może jest Mały za to wyjątkowo Stromy. Nasze zasiedziałe na mazowieckich równinach tyłki przyjęły to z wielką trudnością. Od dawna największym pokonywanym przewyższeniem był krawężnik w centrum miasta. Krawężnik monumentalnie wysoki, któremu nawet wytrawni miejscy rowerzyści crossowi nie są w stanie podołać.

Wyprawę rozpoczynamy z Bielska Białej, do której bez problemu docieramy pociągiem bez żadnych przesiadek. Dosyć łatwo znaleźć tu hostel przyjazny psom. Dlatego postanawiamy przyjechać późnym wieczorem dzień przed planowanym wyjściem w góry. Rano robimy obowiązkowe zdjęcie z Bolkiem i Lolkiem po czym wsiadamy w autobus miejski.

Trasę zaczynamy z pętli Lipnik/Granica (417 m n.p.m.). Stąd ruszamy czarnym szlakiem, który kończy się na przełęczy U Panienki (710 m n.p.m.). To właśnie tutaj po raz pierwszy weryfikujemy swoje zdanie na temat Beskidu Małego. W miejscu gdzie kończy się asfalt zaczyna się Beskid Stromy. Na szczęście, pierwszego dnia  w pełni sił pies, pomaga mi wciągnąć cztery litery na pierwsze wzniesienie. Dzisiaj on ratuje moje wątłe siły, jutro ja pomogę jemu. Tym samym z językiem u pasa, sapiąc jak lokomotywa parowa docieramy do skrzyżowania z czerwonym szlakiem, który prowadzi nas na Chrobaczą Łąkę (828 m n.p.m.). Po krótkiej chwili poświęconej na podziwianie widoków ruszamy dalej czerwonym szlakiem. Tutaj okazuje się, że Beskid Mały jest tak samo stromy z górki jak pod górę.  Niestety droga w dół jest usłana różnej wielkości odłamami skalnymi, które osuwają się nawet pod psimi łapami. Trzeba zwolnić i uważać, gdyż łatwo tu o kontuzję zarówno psa jak i ludzi.

Bezpiecznie docieramy do rozejścia szlaków w Żarnówce Małej, gdzie robimy dłuższy postój na uzupełnienie płynów. Z czego najchętniej korzysta pies. Przechodzimy przez zaporę na jeziorze, podziwiając widoki. Dalej idziemy zielonym szlakiem (asfaltem bez pobocza) do Porąbki. Pogoda nam sprzyja. Przed słońcem cały czas skrywają nas błądzące po niebie chmury. Powodując od czasu do czasu orzeźwiający powiew wiatru. We wsi zatrzymujemy się na drugie śniadanie oraz uzupełniamy zapasy napojów, które bardzo szybko uszczupliliśmy próbując utrzymać się przy życiu na pierwszym etapie drogi.

Dalej zielonym szlakiem ruszamy na Bukowski Groń. Warto tutaj wspomnieć, że Beskid Mały jest jednocześnie dosyć stromy. Po drodze mamy piękne widoki na górę Żar i zbiornik wodny na jej szczycie. Na tym etapie spotykamy pierwszych spacerowiczów z psami. Niestety psy są nieprzyjazne i nie na smyczy. W taki sytuacjach bardzo pomocne są kijki do trekkingu. Dzięki nim opędzamy się krążących wokół nas natrętów. Na szczęście pies nie obdarzył ich większym zainteresowaniem. Kolejny raz kijki do opędzania posłużyły nam w okolicach przełęczy targanickiej, gdzie szlak przebiega pomiędzy zabudowaniami. Wraz z końcem szczątków cywilizacji rozpoczyna się niesamowity las bukowy, miejsce, w którym warto na chwilę przystanąć. Na tym etapie często zmieniamy kierunek marszu. Wspinamy się by zaraz schodzić, aby móc się wspinać ponownie.

profil wysokościowy

Z zielonym szlakiem rozstajemy się po stromym podejściu przy Zajeździe Górskim Kocierz (756 m n.p.m.). Stąd czerwonym szlakiem ruszamy na Potrójną (859 m n.p.m.). Pierwotnie miał być to kres naszej podróży pierwszego dnia. Jednak z powodu braku miejsc w Chatce na Potrójnej zarezerwowaliśmy miejsce w Chatce pod Potrójną (30 minut, czerwonym szlakiem, poniżej szczytu). W obu chatkach akceptowane są psy. Warto zadzwonić wcześniej i zapowiedzieć swoją wizytę.

Niestety, chatka w trakcie naszego pobytu okazała się służyć za imprezownię. Równoległe odbywały się tam dwie duże popijawy, na które zwieziono dużo ludzi i jeszcze więcej alkoholu. Tym samym zabrakło miejsc dla ludzi, którzy dosyć późno zeszli z gór. Dzień zakończyliśmy zasypiając wsłuchani w kolejne zwrotki sto lat i lokalnych przyśpiewek. Za to pies przez całą noc dzielnie bronił naszych posłań przed kolejnymi próbującymi się na nie wtoczyć biesiadnikami.

W dalszą trasę ruszamy z lekkim opóźnieniem. W porannym wilgotnym powietrzu czuć jeszcze unoszące się opary alkoholu, a z chatki dobiegają cicho bzyczące bąki uwięzione w śpiworach biesiadników. Dzień zaczynamy od wspinaczki na Potrójną. Wracamy po własnych śladach, czerwonym szlakiem, do Zajazdu Górskiego Kocierz. Dalej, tym samym szlakiem idziemy do Przełęczy Przysłop Cisowy. Po drodze kilkukrotnie mijają nas leśni motocrossowcy. Słychać ich z daleka a przyjrzeć można się z bliska, choć bardzo krótko. Prawdopodobnie są tam, aby płoszyć niedźwiedzie ze szlaków pieszych, przy czym muszą jednocześnie być nieuchwytni dla dzikich kolibrów.

Na przełęczy zmieniamy szlak na niebieski. Ma on tutaj swój początek, więc nie ma problemu z wyborem kierunku marszu. Pierwsze cztery kilometry szlaku biegną w miarę płasko na wysokości około 800 m n.p.m. Następnie dosyć stromym i kamienistym zejściem docieramy do zapory w Czernichowie (400m n.p.pm). Dzisiejsza trasa była, do tej pory, dosyć trudna. Strome podejścia i kamieniste zejścia dały się we znaki nawet psu. Robimy dłuższy postój pod zaporą. Relaksujemy się w pełnym słońcu, mocząc nogi w zimnej wodzie i podziwiając widoki. Pies po chwili zwija się w kłębek i zasypia na kamieniach.

Przed nami ostatnia wspinaczka w trakcie tej wędrówki. Robi się coraz cieplej, w obawie przed temperaturą wyruszamy na poszukiwanie sklepu. Jedyny czynny znajdujemy na samym końcu wsi. Uzupełniamy napoje i słodkie przekąski, po czym wracamy na szlak. Niestety pierwszy kilometr wspinaczki biegnie stromo przez szczere pola. Słońce grzeje tak mocno, że pies kładzie się w pierwszym napotkanym cieniu rzucanym przez trawy i odmawia dalszej współpracy. Jest jednak zbyt gorąco żebyśmy mogli tu zostać. Jak najszybciej musimy dotrzeć do linii drzew. Długie namowy, częste postoje na picie i tym razem to ja pomagam jemu pokonać ten odcinek. Kiedy docieramy do lasu postanawiam po raz pierwszy spuścić psa ze smyczy. Dzięki marszowi w cieniu, we własnym tempie i stylu szybko odzyskuje energię na tyle żeby iść dalej. Tak docieramy na Magurkę (909 m n.p.m.). Najwyższy szczyt Beskidu Małego i ostatni w czasie naszej wycieczki. Stąd czerwonym szlakiem przez Leńczok i obok Chatki Studenckiej Rogacz schodzimy do Bielska Białej. Marsz kończymy na pętli autobusowej, na skrzyżowaniu czarnego i czerwonego szlaku.

Jak wspominacie swoje wyprawy i jaką trasę polecicie na naszą kolejna krótką wyprawę w góry?

Next Post

Previous Post

© 2017 Mieszkam z psem

Theme by Anders Norén